Niekwestionowaną zaletą tego, że żyję w obecnych czasach, jest technologia i idące za nią ułatwienie życia dla niesamodzielnych osób. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż wiele rzeczy można kupić, przerobić, pokombinować. Dzięki temu na co dzień poruszam się na wózku elektrycznym sterowanym za pomocą joysticka, śpię w łóżku na pilota i mogę pozwolić sobie chociaż na namiastkę samodzielności. Oczywiście wciąż potrzebuję pomocy w wielu czynnościach i nie mogłabym na przykład zamieszkać sama, ale w pewnym stopniu mogę odciążyć moich bliskich. W tym wpisie przedstawiam Wam pięć rzeczy codziennego użytku, które ułatwiają mi życie. Część pierwsza, bo takich rzeczy/aplikacji jest więcej. 😉

1. Elektryczna szczoteczka do zębów

Mycie zębów zwykłą szczoteczką w moim przypadku zawsze zajmowało dużo czasu. Trudno jest mi skoncentrować rękę zarówno na docisku szczoteczki, jak i na szybkich ruchach. Chcąc umyć zęby dokładnie, ale bez niczyjej pomocy, musiałam poświęcić na to więcej czasu niż zdrowy człowiek. Długo broniłam się przed elektryczną szczoteczką, bo bałam się, że używanie jej mnie rozleniwi. Dzisiaj wiem, że tak nie jest, a taka szczoteczka to ogromne ułatwienie życia, bo skupiam się wyłącznie na manewrowaniu. Podobny efekt daje soniczna, ale nie umiałam się do niej przyzwyczaić – łaskotała mnie w dziąsła. 🙂

2. Słomki wielorazowego użytku

Czasy, w których sama podnosiłam szklanki i kubki o różnej ciężkości, minęły. Teraz jestem w stanie utrzymać naczynia, ale ktoś musi mi je podać. To kiepska sprawa szczególnie, gdy piję kawę lub herbatę – nie chcę wypijać całej naraz, ale trzymanie kubka przez cały czas albo proszenie kogoś o podawanie mi go co kilka minut, jest problematyczne. Plastikowe słomki nie wpływają najlepiej na środowisko, więc mimo oporów zdecydowałam się na te wielorazowego użytku – strzał w dziesiątkę, kolejne ułatwienie. Początkowo bałam się, że napoje będą miały metaliczny posmak, ale nic z tych rzeczy! Można myć je w zmywarce (to spore ułatwienie, bo mamy pewność, że się doczyszczą), a na dodatek są o wiele dłuższe niż plastikowe, co w moim przypadku jest bardzo komfortowe. Ja korzystam z takichtakich.

3. Pojemnik z IKEI

O moim pojemniku z IKEI wspominałam na blogu już wcześniej – przy okazji kompendium wiedzy o SMA. Mocowany do wózka blat świetnie sprawdza się, gdy chcę pisać na laptopie, ale do innych czynności jest za niski. Długo szukałam czegoś, na czym mogłabym postawić kubek czy talerz, by mieć je wyżej. Przez jakiś czas układałam na blacie dwie grube książki, ale gdy rozlałam na nie czerwony barszcz, zaczęłam szukać alternatywy. Pojemnik z IKEI jest na tyle lekki, że mogę go sobie dowolnie przesuwać. Nie jest duży, ale bez problemu zmieści jednocześnie kubek i szklankę. Wygodniej mi na nim czytać i obsługiwać telefon (choć to zależy, bo czasem utrzymuję go po prostu w ręku). Gdyby nie takie ułatwienie, byłabym o wiele mniej samodzielna.

4. Czytnik e-booków

Długo wydawało mi się, że zamienniki tradycyjnych książek nie są dla mnie. Próbowałam czytać na tablecie i na laptopie, ale z marnym skutkiem, co dodatkowo mnie zniechęcało. Przyszedł jednak moment, w którym utraciłam umiejętność czytania książek w pozycji leżącej. Po długich namysłach postanowiłam dać szansę czytnikowi i nie żałuję! Podczas podróży jest wygodniejszy niż stos książek. Jest lekki – zarówno w etui, jak i bez niego, mogę używać go na leżąco. Mniej problematyczne jest też przekładanie kartek, bo wystarczy stuknąć w ekran, a na dodatek nie potrzebuję światła, bo tę funkcję spełnia wbudowane oświetlenie. No i jest eko. E-booki emitują o wiele mniej CO2 niż papierowe książki i nie wymagają wycinki drzew. Produkcja czytnika również ma wpływ na środowisko naturalne, ale różnica jest taka, że na jednym czytniku możemy przeczytać tysiące książek. Zaletą e-booków jest również fakt, iż są tańsze, no i nie zajmują miejsca na uginających się regałach. 🙂

5. Żarówki i piloty sterowane telefonem

Bez tego nie wyobrażam sobie już życia. Najpierw mój tata znalazł aplikację, dzięki której mogę sterować pilotem i dekoderem. To o wiele wygodniejsze, bo piloty nie zabierają mi miejsca na biurku, a z poziomu telefonu mogę włączyć dowolny program, YouTube czy Netflixa. Nie muszę więc co chwila prosić domowników o pomoc w podgłaśnianiu, ściszaniu czy zmianie kanałów.

Dobrą robotę robią również żarówki Xiaomi sterowane za pomocą aplikacji Yeelight. Poza zwykłym zapalaniem i gaszeniem światła mogę ustalić harmonogram, by zapalało się i gasło o określonej porze. Do wyboru jest cała paleta kolorów światła i jego trybów (romantyczne – przyciemnione, domowe – ciepłe, imprezowe – zmieniające się itd.), dlatego każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Kiedyś myślałam, że sterować światłami mogę jedynie z domowego Wi-fi, ale podczas ostatniego wyjazdu okazało się, że wystarczy jakiekolwiek Wi-fi. Możesz więc zapalać i gasić światła nawet, gdy nie ma Cię w domu, by na przykład odstraszyć nieproszonych gości. 😉

Podziel się swoją opinią!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.